sobota, 22 lutego 2014

1.

Witam po krótkiej przerwie. :)

Siedział przy biurku w swoim ciasnym apartamencie i próbował pisać. Usłyszał jak ktoś tłucze się do drzwi.
Wstał i zawołał.
- Kto tam?
- Otwórz! - krzyknęła osoba za drzwiami, której głos rozpoznałby wszędzie.
Natychmiast przekręcił zasuwę i szarpnął za klamkę. Dziewczyna bez zbędnych słów wbiegła do pokoju i usiadła na krześle przy biurku. Patrzyła na nią wyjątkowo zdziwiony i odrobinę zmieszany.
- Co ty tutaj robisz? - powiedział z szeroko otwartymi oczami.
Patrzyła na niego skruszona. Ale wyraz jej twarzy jak zwykle był stanowczy.
- Nie wytrzymałabym tam dłużej! Nie dość, że jest nudno, to jeszcze ciągle mnie kłują! -
Tym razem był zszokowany. Dziewczyna w zaawansowanym stadium nieuleczalnej choroby, ucieka ze szpitala. Do niego.
- Zwariowałaś? - wykrztusił. - Jesteś chora. Masz się tam leczyć i walczyć o życie, a nie non stop uciekać i tak bardzo się narażać! Nie wierzę, że jesteś aż tak nieodpowiedzialna... - kręcił głową w niedowierzaniu i smutku. Obserwował jak dziewczyna z naburmuszoną miną wstaje z krzesła i rzuca się na łóżko, odwracając do niego plecami. Maszerował przez chwilę w tę i z powrotem po pomieszczeniu. Potarł dłońmi twarz i podszedł do łóżka z drugiej strony. Położył się obok niej i prawą ręką dotknął jej twarzy.
- Sue...ja się po prostu o ciebie boję. -
- Dlaczego? - zapytała dziwnym tonem. - dobrze wiesz, że i tak umrę. Pogodziliśmy się z tym. Ja po prostu..chcę spędzić z tobą te ostatnie chwile. -
Zdawał sobie sprawę z jej gównianego położenia. Umierała. I to wyjątkowo szybko. Ale pomimo tego, że od początku przygotowywali się na najgorsze teraz gdy to usłyszał...boleśnie zakuło go serce. Dlatego, że ją kochał. A wizja spędzenia reszty życia bez niej...wydawała mu się kiepskim żartem.
Wyciągnął lewą rękę i położył ją na jej wąskiej talii. Dziewczyna przysunęła się do niego i wtuliła twarz w jego pierś. Podkurczyła nogi i teraz w jego ramionach wydawała się jeszcze bardziej krucha.
Była osobą niskiego wzrostu, szczupłą z długimi zgrabnymi nogami. Jej włosy sięgały ramion i miały ciemnobrązowy kolor. Twarz była delikatna, nie skażona żadnymi bliznami. Miała pełne, doskonale wykrojone usta i zgrabny nos. Jej oczy miały intensywnie zielony kolor, a rzęsy były długie i ciemne. Była piękna, ale nie pokochał jej tylko przez pryzmat urody. Dla niego była krystalicznym źródłem dobra. Jedyną osobą, której ofiarował całe swoje serce. A świadomość, że będzie musiał się z nią pożegnać na zawsze, odbierała mu oddech.
- Opowiedz mi o swoich planach na przyszłość... - wyszeptała cichutko.
Zaśmiał się delikatnie i przyłożył swoje czoło do jej czoła.
- A więc...zamierzam sprawić, że mój zespół będzie najlepszym metalowym zespołem. A teraz najlepsze... - uśmiechnął się szeroko. - wyprawić dla ciebie najlepszą imprezę pogrzebową na świecie.  - westchnął teatralnie, a potem obydwoje się roześmiali.
- Wiesz - zaczęła delikatnie. - chciałabym, żebyś po mojej śmierci sobie kogoś znalazł. Żebyś był szczęśliwy i spędził z nią resztę życia. -
Spojrzał na nią i uniósł wysoko brwi.
- Skarbie, oczekujesz tego od osoby, która umrze przed trzydziestką?  Zostało mi tylko cztery lata więc muszę intensywnie szukać. -
Spojrzeli na siebie. Jimmy uniósł jej podbródek dwoma palcami i złożył czuły pocałunek na jej wargach. Dziewczyna uśmiechnęła się, a następnie odwróciła do niego plecami, a on przyciągnął jej drobne ciało jeszcze bardziej do siebie i otoczył ramionami. Niedługo potem zasnęli spokojnym snem.

Tydzień później...
Siedział w miękkim fotelu wpatrzony w śpiącą na łóżku dziewczynę otoczoną falami pierzyn. Była godzina 20:00, a tego samego dnia, gdy byli razem w szpitalu lekarz wypowiedział słowa, których James nigdy nie zapomni:
- Przykro mi... Nie ma już ratunku. - Dwie godziny po wyjściu ze szpitala, Sue usiadła na łóżku i spojrzała na niego oczami pełnymi łez mówiąc:
- Jestem coraz bardziej senna Jimmy... Chciałabym umrzeć we śnie. - oparła głowę na jego ramieniu.
Poczuł jak wstrząsa nim dreszcz. Chwycił dziewczynę jedną ręką pod kolana, a drugą w talii i posadził sobie na nogach. Zamknął ją w niedźwiedzim uścisku i poczuł jak łzy spływają po jego policzkach. Zacisnął mocno powieki i zaczął delikatnie kołysać się w przód i w tył.
- Ciii.. Skarbie, będzie dobrze. - uspokajał ją, choć te słowa spowodowały tylko kolejną falę łez.
Po chwili wstał z bezwładną dziewczyną na rękach i położył ją na łóżku, a następnie otulił kołdrą. Złapała go delikatnie za rękę i powiedziała pełnym miłości szeptem:
- Choćby nie wiem co  się stało Jimmy, pamiętaj, że cię kocham i zawsze będę. Nie ważne gdzie będziesz. Będę nad tobą czuwać kochanie. - uśmiechnęła się lekko.
Ścisnął delikatnie jej zimną dłoń i usiadł na podłodze obok łóżka.
- Kocham cię Sue... - szeptał całując z namaszczeniem każdy jej palec, a dziewczyna powoli zamykała powieki.
Był zbyt zdenerwowany by zasnąć. Siedział koło łóżka przez całą noc, a nad ranem przeniósł się na fotel przy oknie. Spalił papierosa i wstał. Patrzył na nieruchomą twarz swojej ukochanej. Wyglądała jak alabastrowa rzeźba. Przewidział ten moment i myślał, że jest na niego przygotowany, ale pomimo tego poczuł, że jego dolna warga zaczyna się trząść. Przyłożył pięść do ust i przełknął łzy.
Powoli podszedł do łóżka i chwycił jej maleńką, zimną dłoń.
- Sue... - powiedział łamiącym się głosem. - Nie opuszczaj mnie! - zawył.
Uklęknął przy łóżku i pocałował wierzch jej dłoni. Łzy spływały mu po policzkach i ciekły po szyi. Złapał ją delikatnie za ramię i potrząsnął nim.
Nie otrzymał żadnej reakcji.
Po chwili wyciągnął telefon i wybrał numer przyjaciela.
- Jimmy? - zapytał cicho Brian.
- Potrzebuję cię Bri. - załkał.
Po tych słowach rozłączył się. Brian przyjechał dziesięć minut później.

3 lata później...
28 grudnia 2009r.

Od śmierci Sue minęły trzy lata. Radził sobie z tym wszystkim nadzwyczaj dobrze. Przynajmniej tak by się mogło wydawać. Prawdą było to, że każdego dnia o niej myślał. Tak bardzo mu jej brakowało, tak wiele dla niego znaczyła i tak bardzo mocno ją kochał.
Wszystko co robił było automatyczne. Nawet gra. Stała się dla niego pracą, obowiązkiem. A on nie potrafił odnaleźć w niej dawnej pasji. Bolało go to, że nie mógł sobie poradzić, a jednocześnie było mu to obojętne. Był cieniem dawnego siebie. I widział tylko jedno rozwiązanie.
Leżał na łóżku z butelką wódki w dłoni. Wpatrywał się w sufit, a z kącików oczu ciekły mu pojedyncze łzy. Miał rozchylone wargi i wydawał z siebie niezidentyfikowane jęki. Pół godziny temu zażył dużą dawkę leków. Stanowczo zbyt dużą by wszystko skończyło się dobrze.
("Źle mi tak bez Ciebie")
Miał wrażenie, że zaczynają działać. Wypuścił z dłoni butelkę, która upadła z tępym odgłosem i słyszał jak jej zawartość wylewa się na podłogę. 

("Czas upływa jak sen")
Zaczął szybko mrugać, bo obraz stawał się coraz mniej wyraźny. Nagle podniósł się gwałtownie, zakrywając jedną ręką usta, a drugą położył na brzuchu ściskając go boleśnie.  Przez chwilę tłumił mdłości. Gdyby teraz zwymiotował, cały plan poszedłby na marne. Oddychał głęboko, a po kilku minutach położył się z powrotem.
("Lecz nie wrócisz, już wiem")
Zaczęło mu się kręcić w głowie. Zamknął delikatnie oczy i zobaczył jakiś niewyraźny kształt przybierający powoli postać kobiecej twarzy. Z zielonymi oczami, kasztanowymi włosami i pięknym szerokim uśmiechem.
- Moja Sue... - szepnął

A kąciki jego ust delikatnie drgnęły i powędrowały w górę.
(" I przez życie tylko z Tobą, tylko z Tobą iść.")


PS: Zdania napisane małą czcionką to fragmenty piosenki Czesława Niemena pod tytułem "Wiem że nie wrócisz".