Ostatnie wydarzenia sprawiły, że nawet zachciało mi się pisać. Mam z tym spore problemy w ostatnim czasie.
To jest krótkie i nie wnosi nic nowego. Niemniej jednak to jedna z niewielu rzeczy, którą dokończyłam. Zazwyczaj coś zaczynam i nie daję rady doprowadzić tego do końca.
To taki mój osobisty, malusieńki sukces. Oby zwiastun czegoś lepszego.
Dedykuję to przede wszystkim Sillie. Nie potrafię wyjaśnić słowami tego jak bardzo jestem wdzięczna za Twoje wsparcie. Nawet jeśli robisz to nieświadomie. Okazujesz zainteresowanie, dziękuję Ci za to.
Zmorze, riot, Patce, Pawłowi.
Droga była prosta i gładka. Lekki wiatr czesał moje włosy. Wyjęłam telefon i sprawdziłam godzinę. Miał jeszcze piętnaście minut. Ja jak zwykle pojawiłam się wcześniej.
Zaczęłam czuć pewien rodzaj ciepła, zarezerwowany tylko dla niego. Uśmiech rozjaśniał mi twarz. Było inaczej, wreszcie się zobaczymy.
Wciąż szłam przez miasto, a do miejsca spotkania zostało mi kilka przecznic. Trochę poskręcałam, pozmieniałam kurs. Niesiona radością zaczęłam biec. Był przecież tak blisko.
Wreszcie znalazłam się tam gdzie chciałam. Dokładnie ten park, ta sama ławka.
Siedziałam uśmiechnięta, przebierałam dziko nogami, a potem usłyszałam telefon. Zobaczyłam jego imię i aż zapiszczałam w duchu.
- Jak tam, dojeżdżasz?? – zapytałam szczęśliwa.
- Sorry mała nie uda mi się dotrzeć. Nawet na jutro nie mogę tego przenieść, mam zapakowany cały tydzień. Przepraszam cię za problem. -
- No co ty. Żaden problem. Pracuj spokojnie – wymusiłam uśmiech i spokojny ton.
- Jesteś pewna? Bo może mogłabyś przyjechać do mnie? -
- Nieee. – przeciągnęłam – Umówimy się kiedy indziej. Trzymaj się – rozłączyłam się.
Ukryłam twarz w dłoniach i roześmiałam się głośno. Głupia mała dziewczynka czeka na swojego księcia. Taka naiwna. Nic nie rozumiejąca.
Zanim się rozpłakałam, ruszyłam biegiem do najbliższego baru. Nieistotne jakiego. Byleby nie myśleć o swojej głupocie.
Pierwszy drink był gorzki i piekł w gardło. Po następnym zaczęłam się śmiać do barmana. Po trzecim wstałam chwiejnie ze stołka i zaczęłam tańczyć.
Stroboskopy migały. Obejmowały mnie obce ręce. Być może chłopaka, albo dziewczyny. Było mi obojętne w czyim łóżku skończę.
Ja chciałam go tylko zobaczyć.
Rozpaczliwie pragnęłam by rozgonił demony nie pozwalające mi spać.
Czyjeś ręce dotykają moich pośladków. Piersi, szyi, pośladków, piersi, piersi.
To jakiś obcy facet. Patrzę mu w oczy i całkowicie się poddaję.
- No cześć mała! Nie zginęłaś sama w wielkim świecie? – pyta rozbawiony. Po miesiącu nie odzywania się.
- No co ty – mówię cicho. – Daję radę. Chcesz się umówić? -
- No przecież po to dzwonię. – czuję że się uśmiechnął. On lubi głupiutkie i naiwne. Mogą go rozbawić. – Co powiesz na jutro, tam gdzie wcześniej? -
- Jesteś pewien że się urwiesz? -
- Dla ciebie ucieknę nawet z roboty mała. Do zobaczenia. – rozłączył się.
I znowu ta radość. Ciepło wokół serca. Tylko tym razem znacznie mniejsze i wymuszone.
Znowu odwołał spotkanie. Jednak nawet z pracy nie mógł się dla mnie wyrwać. Postanowiłam pójść do domu. Spakowałam się, a resztę pieniędzy wydałam na bilet autobusowy.
Każda księżniczka musi kiedyś wyrosnąć ze swoich marzeń i zacząć samemu poskramiać swoje demony.
To jest krótkie i nie wnosi nic nowego. Niemniej jednak to jedna z niewielu rzeczy, którą dokończyłam. Zazwyczaj coś zaczynam i nie daję rady doprowadzić tego do końca.
To taki mój osobisty, malusieńki sukces. Oby zwiastun czegoś lepszego.
Dedykuję to przede wszystkim Sillie. Nie potrafię wyjaśnić słowami tego jak bardzo jestem wdzięczna za Twoje wsparcie. Nawet jeśli robisz to nieświadomie. Okazujesz zainteresowanie, dziękuję Ci za to.
Zmorze, riot, Patce, Pawłowi.
Droga była prosta i gładka. Lekki wiatr czesał moje włosy. Wyjęłam telefon i sprawdziłam godzinę. Miał jeszcze piętnaście minut. Ja jak zwykle pojawiłam się wcześniej.
Zaczęłam czuć pewien rodzaj ciepła, zarezerwowany tylko dla niego. Uśmiech rozjaśniał mi twarz. Było inaczej, wreszcie się zobaczymy.
Wciąż szłam przez miasto, a do miejsca spotkania zostało mi kilka przecznic. Trochę poskręcałam, pozmieniałam kurs. Niesiona radością zaczęłam biec. Był przecież tak blisko.
Wreszcie znalazłam się tam gdzie chciałam. Dokładnie ten park, ta sama ławka.
Siedziałam uśmiechnięta, przebierałam dziko nogami, a potem usłyszałam telefon. Zobaczyłam jego imię i aż zapiszczałam w duchu.
- Jak tam, dojeżdżasz?? – zapytałam szczęśliwa.
- Sorry mała nie uda mi się dotrzeć. Nawet na jutro nie mogę tego przenieść, mam zapakowany cały tydzień. Przepraszam cię za problem. -
- No co ty. Żaden problem. Pracuj spokojnie – wymusiłam uśmiech i spokojny ton.
- Jesteś pewna? Bo może mogłabyś przyjechać do mnie? -
- Nieee. – przeciągnęłam – Umówimy się kiedy indziej. Trzymaj się – rozłączyłam się.
Ukryłam twarz w dłoniach i roześmiałam się głośno. Głupia mała dziewczynka czeka na swojego księcia. Taka naiwna. Nic nie rozumiejąca.
Zanim się rozpłakałam, ruszyłam biegiem do najbliższego baru. Nieistotne jakiego. Byleby nie myśleć o swojej głupocie.
Pierwszy drink był gorzki i piekł w gardło. Po następnym zaczęłam się śmiać do barmana. Po trzecim wstałam chwiejnie ze stołka i zaczęłam tańczyć.
Stroboskopy migały. Obejmowały mnie obce ręce. Być może chłopaka, albo dziewczyny. Było mi obojętne w czyim łóżku skończę.
Ja chciałam go tylko zobaczyć.
Rozpaczliwie pragnęłam by rozgonił demony nie pozwalające mi spać.
Czyjeś ręce dotykają moich pośladków. Piersi, szyi, pośladków, piersi, piersi.
To jakiś obcy facet. Patrzę mu w oczy i całkowicie się poddaję.
- No cześć mała! Nie zginęłaś sama w wielkim świecie? – pyta rozbawiony. Po miesiącu nie odzywania się.
- No co ty – mówię cicho. – Daję radę. Chcesz się umówić? -
- No przecież po to dzwonię. – czuję że się uśmiechnął. On lubi głupiutkie i naiwne. Mogą go rozbawić. – Co powiesz na jutro, tam gdzie wcześniej? -
- Jesteś pewien że się urwiesz? -
- Dla ciebie ucieknę nawet z roboty mała. Do zobaczenia. – rozłączył się.
I znowu ta radość. Ciepło wokół serca. Tylko tym razem znacznie mniejsze i wymuszone.
Znowu odwołał spotkanie. Jednak nawet z pracy nie mógł się dla mnie wyrwać. Postanowiłam pójść do domu. Spakowałam się, a resztę pieniędzy wydałam na bilet autobusowy.
Każda księżniczka musi kiedyś wyrosnąć ze swoich marzeń i zacząć samemu poskramiać swoje demony.