Witam po krótkiej przerwie. :)
Siedział przy biurku w swoim ciasnym apartamencie i próbował pisać. Usłyszał jak ktoś tłucze się do drzwi.
Wstał i zawołał.
- Kto tam?
- Otwórz! - krzyknęła osoba za drzwiami, której głos rozpoznałby wszędzie.
Natychmiast przekręcił zasuwę i szarpnął za klamkę. Dziewczyna bez zbędnych słów wbiegła do pokoju i usiadła na krześle przy biurku. Patrzyła na nią wyjątkowo zdziwiony i odrobinę zmieszany.
- Co ty tutaj robisz? - powiedział z szeroko otwartymi oczami.
Patrzyła na niego skruszona. Ale wyraz jej twarzy jak zwykle był stanowczy.
- Nie wytrzymałabym tam dłużej! Nie dość, że jest nudno, to jeszcze ciągle mnie kłują! -
Tym razem był zszokowany. Dziewczyna w zaawansowanym stadium nieuleczalnej choroby, ucieka ze szpitala. Do niego.
- Zwariowałaś? - wykrztusił. - Jesteś chora. Masz się tam leczyć i walczyć o życie, a nie non stop uciekać i tak bardzo się narażać! Nie wierzę, że jesteś aż tak nieodpowiedzialna... - kręcił głową w niedowierzaniu i smutku. Obserwował jak dziewczyna z naburmuszoną miną wstaje z krzesła i rzuca się na łóżko, odwracając do niego plecami. Maszerował przez chwilę w tę i z powrotem po pomieszczeniu. Potarł dłońmi twarz i podszedł do łóżka z drugiej strony. Położył się obok niej i prawą ręką dotknął jej twarzy.
- Sue...ja się po prostu o ciebie boję. -
- Dlaczego? - zapytała dziwnym tonem. - dobrze wiesz, że i tak umrę. Pogodziliśmy się z tym. Ja po prostu..chcę spędzić z tobą te ostatnie chwile. -
Zdawał sobie sprawę z jej gównianego położenia. Umierała. I to wyjątkowo szybko. Ale pomimo tego, że od początku przygotowywali się na najgorsze teraz gdy to usłyszał...boleśnie zakuło go serce. Dlatego, że ją kochał. A wizja spędzenia reszty życia bez niej...wydawała mu się kiepskim żartem.
Wyciągnął lewą rękę i położył ją na jej wąskiej talii. Dziewczyna przysunęła się do niego i wtuliła twarz w jego pierś. Podkurczyła nogi i teraz w jego ramionach wydawała się jeszcze bardziej krucha.
Była osobą niskiego wzrostu, szczupłą z długimi zgrabnymi nogami. Jej włosy sięgały ramion i miały ciemnobrązowy kolor. Twarz była delikatna, nie skażona żadnymi bliznami. Miała pełne, doskonale wykrojone usta i zgrabny nos. Jej oczy miały intensywnie zielony kolor, a rzęsy były długie i ciemne. Była piękna, ale nie pokochał jej tylko przez pryzmat urody. Dla niego była krystalicznym źródłem dobra. Jedyną osobą, której ofiarował całe swoje serce. A świadomość, że będzie musiał się z nią pożegnać na zawsze, odbierała mu oddech.
- Opowiedz mi o swoich planach na przyszłość... - wyszeptała cichutko.
Zaśmiał się delikatnie i przyłożył swoje czoło do jej czoła.
- A więc...zamierzam sprawić, że mój zespół będzie najlepszym metalowym zespołem. A teraz najlepsze... - uśmiechnął się szeroko. - wyprawić dla ciebie najlepszą imprezę pogrzebową na świecie. - westchnął teatralnie, a potem obydwoje się roześmiali.
- Wiesz - zaczęła delikatnie. - chciałabym, żebyś po mojej śmierci sobie kogoś znalazł. Żebyś był szczęśliwy i spędził z nią resztę życia. -
Spojrzał na nią i uniósł wysoko brwi.
- Skarbie, oczekujesz tego od osoby, która umrze przed trzydziestką? Zostało mi tylko cztery lata więc muszę intensywnie szukać. -
Spojrzeli na siebie. Jimmy uniósł jej podbródek dwoma palcami i złożył czuły pocałunek na jej wargach. Dziewczyna uśmiechnęła się, a następnie odwróciła do niego plecami, a on przyciągnął jej drobne ciało jeszcze bardziej do siebie i otoczył ramionami. Niedługo potem zasnęli spokojnym snem.
Tydzień później...
Siedział w miękkim fotelu wpatrzony w śpiącą na łóżku dziewczynę otoczoną falami pierzyn. Była godzina 20:00, a tego samego dnia, gdy byli razem w szpitalu lekarz wypowiedział słowa, których James nigdy nie zapomni:
- Przykro mi... Nie ma już ratunku. - Dwie godziny po wyjściu ze szpitala, Sue usiadła na łóżku i spojrzała na niego oczami pełnymi łez mówiąc:
- Jestem coraz bardziej senna Jimmy... Chciałabym umrzeć we śnie. - oparła głowę na jego ramieniu.
Poczuł jak wstrząsa nim dreszcz. Chwycił dziewczynę jedną ręką pod kolana, a drugą w talii i posadził sobie na nogach. Zamknął ją w niedźwiedzim uścisku i poczuł jak łzy spływają po jego policzkach. Zacisnął mocno powieki i zaczął delikatnie kołysać się w przód i w tył.
- Ciii.. Skarbie, będzie dobrze. - uspokajał ją, choć te słowa spowodowały tylko kolejną falę łez.
Po chwili wstał z bezwładną dziewczyną na rękach i położył ją na łóżku, a następnie otulił kołdrą. Złapała go delikatnie za rękę i powiedziała pełnym miłości szeptem:
- Choćby nie wiem co się stało Jimmy, pamiętaj, że cię kocham i zawsze będę. Nie ważne gdzie będziesz. Będę nad tobą czuwać kochanie. - uśmiechnęła się lekko.
Ścisnął delikatnie jej zimną dłoń i usiadł na podłodze obok łóżka.
- Kocham cię Sue... - szeptał całując z namaszczeniem każdy jej palec, a dziewczyna powoli zamykała powieki.
Był zbyt zdenerwowany by zasnąć. Siedział koło łóżka przez całą noc, a nad ranem przeniósł się na fotel przy oknie. Spalił papierosa i wstał. Patrzył na nieruchomą twarz swojej ukochanej. Wyglądała jak alabastrowa rzeźba. Przewidział ten moment i myślał, że jest na niego przygotowany, ale pomimo tego poczuł, że jego dolna warga zaczyna się trząść. Przyłożył pięść do ust i przełknął łzy.
Powoli podszedł do łóżka i chwycił jej maleńką, zimną dłoń.
- Sue... - powiedział łamiącym się głosem. - Nie opuszczaj mnie! - zawył.
Uklęknął przy łóżku i pocałował wierzch jej dłoni. Łzy spływały mu po policzkach i ciekły po szyi. Złapał ją delikatnie za ramię i potrząsnął nim.
Nie otrzymał żadnej reakcji.
Po chwili wyciągnął telefon i wybrał numer przyjaciela.
- Jimmy? - zapytał cicho Brian.
- Potrzebuję cię Bri. - załkał.
Po tych słowach rozłączył się. Brian przyjechał dziesięć minut później.
3 lata później...
28 grudnia 2009r.
Od śmierci Sue minęły trzy lata. Radził sobie z tym wszystkim nadzwyczaj dobrze. Przynajmniej tak by się mogło wydawać. Prawdą było to, że każdego dnia o niej myślał. Tak bardzo mu jej brakowało, tak wiele dla niego znaczyła i tak bardzo mocno ją kochał.
Wszystko co robił było automatyczne. Nawet gra. Stała się dla niego pracą, obowiązkiem. A on nie potrafił odnaleźć w niej dawnej pasji. Bolało go to, że nie mógł sobie poradzić, a jednocześnie było mu to obojętne. Był cieniem dawnego siebie. I widział tylko jedno rozwiązanie.
Leżał na łóżku z butelką wódki w dłoni. Wpatrywał się w sufit, a z kącików oczu ciekły mu pojedyncze łzy. Miał rozchylone wargi i wydawał z siebie niezidentyfikowane jęki. Pół godziny temu zażył dużą dawkę leków. Stanowczo zbyt dużą by wszystko skończyło się dobrze.
("Źle mi tak bez Ciebie")
Miał wrażenie, że zaczynają działać. Wypuścił z dłoni butelkę, która upadła z tępym odgłosem i słyszał jak jej zawartość wylewa się na podłogę.
("Czas upływa jak sen")
Zaczął szybko mrugać, bo obraz stawał się coraz mniej wyraźny. Nagle podniósł się gwałtownie, zakrywając jedną ręką usta, a drugą położył na brzuchu ściskając go boleśnie. Przez chwilę tłumił mdłości. Gdyby teraz zwymiotował, cały plan poszedłby na marne. Oddychał głęboko, a po kilku minutach położył się z powrotem.
("Lecz nie wrócisz, już wiem")
Zaczęło mu się kręcić w głowie. Zamknął delikatnie oczy i zobaczył jakiś niewyraźny kształt przybierający powoli postać kobiecej twarzy. Z zielonymi oczami, kasztanowymi włosami i pięknym szerokim uśmiechem.
- Moja Sue... - szepnął
A kąciki jego ust delikatnie drgnęły i powędrowały w górę.
(" I przez życie tylko z Tobą, tylko z Tobą iść.")
PS: Zdania napisane małą czcionką to fragmenty piosenki Czesława Niemena pod tytułem "Wiem że nie wrócisz".
Mam ciary na całym ciele... WOW!
OdpowiedzUsuńJestem mega szczęśliwa, że postanowiłaś wrócić do pisania, bo jesteś w tym naprawdę dobra! W świetny sposób operujesz słowem. Czytając tę historię, czułam mnóstwo emocji, a to jest w opo bardzo ważne. Absolutnie nie waż mi się przestawać pisać! I strasznie, strasznie cieszę się, że wzięłaś sobie moją radę do serca i założyłaś ten blog!!!
Buziole, Pat:)
Ryczę. Dziekuję! Rozwaliłaś mi uczucia! Pisz dalej, bo jak nie to mafię na Ciebie naślemy. Buziaki<3
OdpowiedzUsuńo matko... tak bardzo nie wiem co powiedziec. taka jedna, krotka historia wywolalas u mnie łzy, scisk serca i mega doła. piekne... a zarazem tragiczne.
OdpowiedzUsuńSłowa - Potrzebuję Cię Bri- cholernie mnie wzruszyły, serio.
OdpowiedzUsuńOby więcej i oby częściej, byłam i jestem stałym czytelnikiem i komentatorem tego co robisz. Szacunek dziewczyno.
lovee, Sillie
Pieknie ci to wyszlo. Bardzo fajny motyw z kawalkami tekstu mniejszymi literami. Mam nadzieje ze juz pracujesz nad nastepnym shotem!
OdpowiedzUsuńWith love,
z.