niedziela, 28 września 2014

4.

Witam kochane dziewczyny. Coś się narodziło, troszkę podrosło. Chciałabym się podzielić, ponieważ to dla mnie ważne.
Życzę miłej lektury :**

Muzyka: Taniec Eleny
Ze szczerymi podziękowaniami dla Kasi, dzięki której odkryłam ten utwór. 

Był lipiec. Dokładnie 4 lipca, piątek.
Wakacje dopiero się rozpoczęły. 
Stałam na dworcu mała, krucha i załamana. Deszcz niespiesznie moczył moje rozpuszczone brązowe włosy, teraz już potargane i lekko skołtunione od jego zachłannych dłoni. Letnie krople, powoli spływały po moich ramionach, po niewielkim dekolcie, nagich nogach i moczyły szmaciane trampki.
Był piątek, koniec tygodnia. 
       Na pół roku, miałam zamienić się w twardą, samodzielną dziewczynę. Aż zachciało mi się śmiać z tego jak bardzo absurdalna była to sytuacja. 
Przez chwilę patrzyłam, jak wsiada w autobus i zajmuje pierwsze lepsze miejsce od okna. Spogląda na najbliższą rodzinę, stojącą przy ulicy, blisko niego. Uśmiecha się blado i salutuje z rozmachem. 
A potem spogląda na mnie. 
W jego spojrzeniu widzę to, co sama czuję. Ból, bezsilność, tęsknotę, miłość, pożądanie i strach. Tyle uczuć w jego jednym spojrzeniu. Delikatnie się uśmiecha i macha mi na pożegnanie. 

Poczułam jak deszcz miesza mi się z łzami. Nie mogliśmy nic zrobić. Tak po prostu musiało być.
Był piątek, początek lipca. On odjechał.
       Przez pierwszych kilka tygodni nie mogłam się przyzwyczaić do samotności. Braku jego krzywego uśmiechu. Niebieskich oczu, zaraz po przebudzeniu. Jego ramion oplatających mnie przed zaśnięciem. Jego niskiego głosu i tego charakterystycznego, kapryśnego „r”.
Tęskniłam. Nie ma co się z tym kryć. Usychałam z tęsknoty, dusiłam się samotnością i ledwo funkcjonowałam. Nocami wiłam się w łóżku i zasypiałam w spazmach płaczu.
Ale nikt nie mógł o tym wiedzieć, ponieważ obiecałam, że będę silna.
       Oczywiście z czasem, ból zelżał. Ale nigdy na tyle by przestać o nim myśleć. I tak minęło mi pół roku. A potem ktoś do mnie zadzwonił.
Nie mogliśmy nic zrobić. Tak po prostu musiało być.
Ale może zacznę od początku całą tą historię?
Wysłuchaj mnie, proszę.

Miałam chyba 15 lat. Byłam chuda, niska, butna i głupio niepokorna. Popadałam w skrajności. Albo mówiłam za dużo, nie bacząc z kim rozmawiam, albo milczałam niczym niemowa.
Pewnego dnia, starszy brat przyprowadził do naszego dużego domu na obrzeżach swojego kumpla. Był żołnierzem Legii Cudzoziemskiej. Akurat miał urlop i postanowił odwiedzić starych znajomych.
Brat urządził grilla, zapraszając na niego sporo ludzi. Oczywiście wszyscy wiedzieli o nim już dużo wcześniej. Tylko ja, nie interesowałam się tą całą zawiłą sprawą.
Aż do momentu gdy stanął w naszych drzwiach. Potem wszystko się zmieniło.
Miał 23 lata i był wyjątkowo krnąbrnym facetem. Był niegrzeczny. To odpowiednie słowo. Robił różne dziwne rzeczy, o których nikt nie chciał mi opowiedzieć. Wszyscy się cieszyli, że go widzą  i że po prostu żyje.
Był wyjątkowo zdecydowanym i pewnym siebie człowiekiem o nietypowej twardej urodzie. Nie był jakoś nieprzyzwoicie przystojny, był zwykłym facetem. Ale to w jego oczach się zakochałam. Miały kolor chmurnego nieba, a każde jego intensywne spojrzenie, sprawiało że miękły mi kolana.
Byłam przecież taka młoda. Chciałam wierzyć, ufać, spotkać kogoś z kim przeżyję niezapomniane chwile. Żyć tak, by nie żałować ani jednej minuty.
      Jak się później okazało, był osobą, która mogła mi to dać. Rozmawialiśmy dużo o książkach. Była to nasza wspólna pasja. Czasem tematy się nie kończyły, a czasami po prostu milczeliśmy. Wyznawaliśmy zasadę, że jeśli mamy ze sobą o czym rozmawiać, to i będziemy umieli ze sobą milczeć.
Od tamtej pory spotykaliśmy się regularnie. Wszyscy mieliśmy wakacje, byliśmy młodzi, piękni i wolni. Wspólne wypady na miasto, nad jezioro, czy po prostu siedzenie w domu i oglądanie filmów przez cały dzień.
Pewnego dnia, siedzieliśmy sami w pokoju, oglądając jakiś film, którego tytułu nie pamiętam. To nie było istotne, dlatego, że tamtego dnia poczułam czym jest dotyk.
Jego dłoń na moim kolanie. Jego palce muskające delikatnie moją skórę. Wtedy dowiedziałam się czym jest podniecenie.
       Po tym gdy pozwoliłam mu dotykać moich nóg, przyszedł czas na dłonie. Byłam wyjątkowo wstydliwa i niewinna, po raz pierwszy ktoś dotykał mnie w ten sposób. Niby nic, zwykły dotyk, ale nie mogłam spać przez pół nocy.
Przełomem był wyjazd nad jezioro. Wszystko miało wyglądać następująco: mnóstwo picia, dobrej zabawy i spędzanie czasu z najlepszymi ludźmi.
 Tak właśnie było. A już pierwszej nocy ogrzewani ogniskiem i własnymi ciałami, siedzieliśmy wtuleni, a w tle leciał taniec Eleny.
Potem gdy zdążyli wypić cały alkohol i utopić zbyt wiele rzeczy w jeziorze, położył się koło mnie i przytulił. Lewą rękę położył mi płasko na brzuchu, prawa znalazła się pod moim karkiem. Nosem delikatnie wodził po mojej głowie i wdychał zapach przesiąkniętych dymem włosów. Ognisko dogasało, wiatr wiejący od jeziora, kołysał delikatnie drzewa nad nami. On zasnął szybko. A ja przez prawie całą noc, bałam się ruszyć, by go nie zbudzić.
       Następnego dnia znaleźliśmy się na działce jednego z kumpli mojego brata. Było to idealne miejsce do nic nie robienia, picia i odpoczywania. I powolnego poznawania swoich ciał, jak to było w moim i jego przypadku.
Tym razem też spaliśmy ze sobą. W najłagodniejszym i najbardziej niewinnym tych słów znaczeniu.
Pamiętam, że wtedy bolał mnie brzuch. Poprosiłam go by delikatnie mnie po nim pomasował. Do tej pory pamiętam jak cudownie się wtedy czułam. Potem lekko całował mnie po uchu, skroni i policzku, szepcząc jakieś głupie rzeczy. Leżałam obok niego jak kukła, nie wiedziałam co zrobić. Mogłam tylko wtulać się w niego bardziej i czuć jego podniecenie. Wszystko to było nowe, dla mnie wręcz nieprawdopodobne. A my znów zasnęliśmy przytuleni do siebie, nie zwracając uwagi na to co pomyślą o nas inni. To było w końcu osiem lat. Ja byłam gówniarą, a on dorosłym facetem. Z resztą miał niedługo wrócić do Francji. Nie miałam w sobie niczego, za co mógłby mnie pokochać.
       Tak wtedy myślałam. I w pewien pamiętny, znienawidzony przeze mnie piątek, utwierdził mnie w tym przekonaniu.
Siedzieliśmy wtedy na wieży. Najwyższym punkcie w mieście. Stały tam dwa krzesełka, na których siedzieliśmy przytulając się do siebie. Co pewien czas, przestawialiśmy je o kilka kroków, tak by dobrze zobaczyć całą panoramę miasta.
I w pewnym momencie, gdy rozmawialiśmy na temat utrzymywania kontaktu, on powiedział mi, że od początku nie chciał dopuścić do tego co stało się między nami. Że to nie mogło się udać od początku. Że nie chce mi niszczyć życia. Że jestem przecież taka młoda, a on zostawi mnie samą. Wspomniał o tym, że go uratowałam. Że pokazałam mu jak można się znowu cieszyć życiem. Ponoć dałam mu nadzieję i siłę, że tyle dla niego zrobiłam. Że gdyby nie ja i moja dziecięca beztroska, byłoby z nim źle. Miał rację. Byłam młoda i naiwna, myśląc że coś z tego wyjdzie. Tylko, że w tamtym momencie, doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że to co mówi jest prawdą. Bałam się wypowiedzieć to na głos, bo w mojej głowie, wszystko to odciskało na mnie lżejsze piętno.
Tamtego dnia, wylałam więcej łez niż przez ostatnie kilka lat. A on wciąż mówił mi, że mam takie smutne oczy.
Gdy znalazłam się już w domu i gdy wszystko z dnia dzisiejszego do mnie dotarło, padłam bez sił na łóżko i wypłakiwałam wszystkie zasoby łez. Gdy dostałam od niego wiadomość, w której wyraził swoje wątpliwości apropos końca moich nadziei związanych z jego osobą i gdy odpisałam mu, że to niemożliwe bym tak szybko o nim zapomniała, że jestem przecież trochę wrażliwsza. Odpisał mi, że mam rację, że to też go we mnie tak bardzo pociąga. Ta nieskazitelna kruchość jak to się wyraził. W tamtym momencie, moje serce pękło na pół.
       Następnego dnia nas odwiedził. Nie byłam pewna czy zaprosił go brat, czy rodzice, ale po prostu do nas przyjechał. Zorganizowaliśmy małego grilla na tarasie. Ot zwykłe spotkanie. Trochę piwa i żarcia, mnóstwo śmiechu i smętne historie o wojsku. Tak mogło być dla wszystkich, ale nie dla mnie. Ignorował mnie. Zbywał każde moje spojrzenie, wciąż odwracał wzrok, a ja z każdą kolejną chwilą, czułam jakby ktoś spychał mnie w przepaść.
Przed tym gdy wszyscy wynieśli się do spania, udało mi się złapać go na korytarzu. Poprosiłam go by przyszedł do mnie, bo musimy porozmawiać. O dziwo zgodził się od razu.
- Spalę i przyjdę. – powiedział.
Siedziałam w pokoju od kilku minut. Prawie nie słyszałam jak wszedł, zrobił to tak cicho. Usiadł na łóżku, obok mnie. Chwilę milczeliśmy, potem poruszyliśmy jakiś lekki temat. W końcu zapytałam dlaczego mnie ignoruje.
- To nie tak, że cię ignoruję. Ohh po prostu nie umiem inaczej. Albo będę na ciebie leciał tak jak wcześniej, albo ignorował. Nie potrafię tego wyważyć.
W pewien sposób go rozumiałam. Pomimo tego, było mi z tym źle. Czułam się pusta i niepotrzebna, gdy nie poświęcał mi swej uwagi. Wiem, że to głupie i niedojrzałe. Bo zachowywałam się jak mała dziewczynka. Niemniej jednak nie potrafiłam inaczej.
Tym razem też płakałam. Ale już trochę inaczej. Nie płakałam w samotności. Płakałam przytulona do niego i wycierałam łzy w jego koszulkę, a on co chwila mnie rozśmieszał. I nie wiem nawet, w którym momencie światło zgasło. Przez otwarte okno wleciało do pokoju zimne powietrze. Ja przylgnęłam do niego bardziej, on przytulił mnie mocniej. Nagle nasze twarze znalazły się na jednym poziomie. Delikatnie wodził nosem po moim policzku. I w pewnym momencie poczułam jego usta na swoich. Nieśmiały pocałunek, powoli przerodził się w coś głębszego. Poczułam jego język w ustach i ręce wodzące niespiesznie po moich plecach. Moje serce było jak mały, przestraszony ptak. Jakby ktoś miał za chwilę zrobić mi krzywdę. Czułam się tak niesamowicie bezbronna, ale i bezpieczna.
Po chwili przytulił mnie i szepnął:
- Jesteś niesamowita.
Po czym położył się na łóżku, a ja wtuliłam się w niego. Gładził mnie delikatnie po plecach. Minęła chwila, a on już spał. I jak się później okazało, coraz częściej budziliśmy się obok siebie. Nasz kontakt fizyczny, stawał się głębszy, bardziej śmiały. Ale nie od razu przekroczyliśmy istotną granicę. Potrzebna była odległość i tęsknota.
       Czas mijał. Ja podrosłam, skończyłam jedną szkołę, zaczęłam kolejną. On wciąż tkwił w Legii, jeździł na misje, a ja umierałam z tęsknoty i strachu o niego. A nasza relacja stawała się inna. Dojrzalsza i bardziej przyjacielska. Nigdy nie powiedziałam mu, że go kocham. Tak jak on mnie. Nie dlatego, że tego uczucia między nami nie było. Wręcz przeciwnie. My po prostu zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że jeśli powiemy to na głos, to będzie to czymś w rodzaju deklaracji.
A byliśmy zbyt głupi i pewni, że może się to źle skończyć, by coś sobie obiecać.
       Jak się później okazało, było to największym błędem mojego życia. To, że w porę nie wyznałam mu miłości.
Żywot żołnierza jest kruchy. A nasza historia tragiczna.
W piątek 4 lipca, widziałam go po raz ostatni.







 

4 komentarze:

  1. Nigdy nie zrozumiem istoty shotów. Są jak urwane w połowie zdanie. Ich znaczenie zna tylko autor. A dostałam skrawkiem po pysku. I nie podoba mi się to. temat zlał się z tym co spotkało mnie w sierpniu i czytało się cieżko. Opis faceta to jakbym czytała opis swojej lepszej połowy i tego jak się czułam kiedy jego wisiało na włosku.

    Cieszę się, że ktoś docenia muzykę którą dodaję do rozdziałów. I czekam na więcej. Może pewnego dnia zrozumiem. Bo zawsze czuję się po shotach zmieszana i wciągnięta w cudzą intymność. Co jest miłe, ale jednocześnie trudne.


    Twoja oddana fanka, Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja myślę, że to właśnie w shotach tak bardzo lubię.
      to, że w pewien sposób wprowadzam czytelnika w swój intymny świat. Ta historia (w większości) jest prawdziwa. tylko że zakończenie jest metaforą.
      Cieszę się, że tu jesteś <3

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Sillie opisała to doskonale: to jest jak dostanie skrawkiem po pysku. Tak piękna, krótka opowieść pełna emocji, a na samym końcu zdanie, które kładzie na łopatki. Biję pokłony!

    OdpowiedzUsuń