wtorek, 29 kwietnia 2014

3.

Jako, że z "długodystansowcem" mam pewien zastój, a takie coś się narodziło, dzielę się z Wami.
Jeszcze raz gratuluję Neli!! Spełniaj marzenia kochana :**
Dedykuję to Sillie. Dlatego, że jesteś obłędną buntowniczką i robisz coś pomimo! Dziękuję za taką motywującą postawę kwiatuszku <3
No i Daisy - bo tak. jestem uparciuchem. i jest mi z tym bardzo dobrze. :D

Niewielka sala. Ściany pomalowane na zielony i żółty. W środku pomieszczenia, ustawione krzesła w okręgu. Siedzą na nich ludzie w różnym wieku. Lekko przejęci, zgarbieni. Szczupła, około czterdziestoletnia kobieta, z roztrzepanymi lekko przesuszonymi brązowymi włosami zaczyna cicho opowiadać swoją historię:
- Od zawsze byłam niezależna. Silna, dążąca do celu po trupach. Nie obchodziło mnie co na mój temat myślą inni. Chciałam być najlepsza i było mi z tym dobrze. Nie istniały dla mnie ugody, stąpałam twardo po ziemi i deptałam słabszych. Mam na imię Caroline. Depresja. - ostatnie słowo prawie wypluła z obrzydzenia.
Następny jest ciemnoskóry mężczyzna w średnim wieku. Siedzi zgarbiony, lekko się kołysze.
- Kiedyś dla mnie wszystko było dobre. Pracowałem, miałem żonę i dzieci. Ładny domek na obrzeżach miasta, byłem szczęśliwy. Potem wszystko rozmyło się jak zamek z piasku zabierany przez morze. Jestem Jack. Alkoholik. -
Zapada chwila ciszy. Wszyscy czekają aż odezwie się najmłodszy z uczestników spotkania. Wysoki, przystojny, dobrze zbudowany, z wieloma tatuażami na rękach i kruczoczarnymi zmierzwionymi włosami. Mówi cicho, jego głos jest niski, zachrypnięty.
- Nie jestem pewien czy to dobry pomysł, że tu przyszedłem. Czuję się trochę dziwnie, bo niczego u mnie nie zdiagnozowano. Po prostu mam wrażenie, że moje życie to woda, którą trzymam w dłoniach. I choćbym nie wiem co robił, ono po prostu...po prostu ze mnie ucieka. Mam na imię Brian i potrzebuję pomocy.

Park to dobre miejsce na spacer. Ale jako, że chodzę tędy codziennie, niestety spowszedniał mi. Kocham  zieleń i śpiew ptaków, a to chyba jedno z niewielu miejsc w centrum Huntington gdzie mogę ją zobaczyć i usłyszeć. Niestety wszystko co złote, krótko trwa. Powolnym, wręcz zmęczonym krokiem idę koło niewielkiego stawu, w którym pluskają się łabędzie. I wtedy zauważam pewną postać. Zgarbiony mężczyzna, z czupryną czarnych włosów siedzi na ławce i patrzy na swoje dłonie. Staję jak wmurowana i obserwuję go. Dawno nie czułam tak wielkiego przypływu inspiracji. Klękam na wilgotnym chodniku i w pośpiechu wyjmuję z torby szkicownik i ołówek z grafitu. Niczym małe dziecko skradam się odrobinę bliżej i schodzę z środka bruku. Rzucam torbę na ziemię i siadam na niej, poprawiając przy okazji czarną spódnicę w misterne czarne wzory.
Zaczynam rysować. Powoli bezkształtna bryła, zaczyna mieć sens. Nadaję kształt jego głowie, zgarbionym plecom i poświęcam dużo uwagi włosom. Skupiłam się na kawałku twarzy widzianym z mojej perspektywy. Podniosłam głowę i zamarłam. Moja postać zniknęła. Szła chodnikiem, odwrócona do mnie plecami. Zrywam się do biegu, łapię w pośpiechu torbę i resztę rzeczy. Biegnę za nim słysząc jak moje staromodne buty na obcasie postukują na chodniku. To był zły pomysł, teraz to wiem.
Dobiegam do niego i zdyszana zastępuję mu drogę. Czas poprawić kondycję. Dredy wyplątują mi się z dużego koka na głowie, zaczynam się zastanawiać czy to wszystko to był dobry pomysł. Napotykam jego zdziwione spojrzenie i jak najszybciej chcę wyjaśnić sytuację.
- Bardzo pana przepraszam! Chodzi o to, że siedział pan tam wcześniej na, o tamtej ławce - wskazuję palcem - i chciałabym zapytać czy może pan tam wrócić i siąść w takiej samej pozycji?? -
Facet patrzy na mnie jak na idiotkę. Ale po chwili marszczy brwi i pyta
- A to w jakim celu? - jego głos jest niski, melodyjny i zapiera mi dech w piersiach. Patrz na mnie oczami w kolorze czekolady, a ja zapominam języka w gębie.
- O ile to panu nie przeszkadza i proszę się tylko nie denerwować! - dodaję na zaś. - Jak pan tam tak siedział, to to dla mnie wyglądało tak nadzwyczajnie, że aż musiałam pana narysować. - Widzę jak jego twarz łagodnieje, a na ustach błąka się uroczy uśmiech. - A teraz pan wstał, a ja z pamięci nie dokończę tego rysunku. Więc o ile ma pan chwilę czasu, to byłabym dozgonnie wdzięczna za pomoc! - uśmiecham się szeroko, najładniej jak umiem. Widzę jak ocenia mój strój, który pozostawia niestety wiele do życzenia. Bowiem mam na sobie szarą kurtkę, pod szyją granatową chustę w indyjskie wzory, czarną rozkloszowaną spódnicę i o zgrozo! rajstopy w czarno-żółte paski.. a do tego zabytkowe buty na kilkucentymetrowym, obcasie.
Uśmiecha się do mnie i mówi
- Mógłbym zobaczyć ten rysunek? -
A ja ledwo oddycham. Tonę w jego spojrzeniu i uśmiechu, tak jakbym była gówniarą, do której jakiś podrzędny casanova puszcza oko uśmiechając się obleśnie. Potulnie kiwam głową i podaję mu szkicownik, znajdując odpowiednią stronę.
Ogląda go uważnie, a tymczasem ja zajmuję się moimi włosami, związując ich część w mały kucyk z tyłu głowy. Resztę zostawiam luźno.
Mężczyzna zwraca mi szkicownik i o dziwo uśmiecha się z uznaniem.
- Ma pani talent. -
- Gdzież talent.. i w ogóle to Luisa - podaję mu dłoń, która jak zwykle upaprana jest w farbie...
- Brian. - mówi cicho. - Nadal chce mnie pani rysować, czy już nie? -

Ustawiłam go w tej samej pozycji i zabroniłam się uśmiechać. Przyszło mu to zadziwiająco trudno, co dla mnie było zaskoczeniem. To właśnie jego smutek, tak bardzo mnie ujął.
Ja usiadłam w tym samym miejscu co wcześniej i co chwila wołałam do niego by przestał się tak serdecznie śmiać lub kręcić głową.  W rzeczywistości nie chciałam by przestawał, bo jego śmiech i każdy nawet najmniejszy gest był nieziemski. Od razu zaczynałam się rumienić. Ale cóż, trzeba być profesjonalnym.
Jako, że Brian był chętny do współpracy i pomimo tego, że wciąż gadał i śmiał się, po godzinie skończyłam rysunek. Dorobiłam tło w postaci drzew i kawałka stawu. Cały efekt, powalił nawet mnie. Już dawno nie zrobiłam tak dobrego rysunku, a jego reakcja uskrzydliła mnie jeszcze bardziej.
- O kurwa... nigdy nie widziałem, żeby ktoś coś takiego zrobił. Czuję się zaszczycony, że to ja.  - uśmiechał się szeroko.
- Myślę, że to tylko i wyłącznie sprawka obłędnego modela i scenerii.  - poczułam, że się czerwienię. A potem zdałam sobie sprawę z tego, która jest godzina.
- O nie... - mówię w szoku. Usłyszałam jak przestaje się śmiać i patrzy na mnie zdziwiony.
- Coś się stało? - pyta.
- Stanie się jeśli nie będę w mieszkaniu za 10 minut. - zebrałam swoje rzeczy i zaczęłam biec w stronę bramy parku, zapominając o tym, że on tam stoi.
- Hej poczekaj! - krzyczy. Wtedy przytomnieję i zatrzymuję się. Podbiegam do niego, a on do mnie.
- Bardzo ci dziękuję za to popołudnie. Rysunek zachowam dla siebie, o ile nie masz nic na przeciw. Bardzo, bardzo miło było cię poznać.  - i wbrew wszystkiemu przytulam go szybko, a on momentalnie oddaje uścisk.  - Żegnaj Brian. - dobrze wiem, że już nigdy go nie zobaczę. Biegnę z torbą zawieszoną na jedno ramię w stronę bramy. I nie zdaję sobie sprawy, że on, stojąc tam, wypowiada moje imię tak, jakby było modlitwą.

 - Moje życie stało się pasmem nieszczęść. Czułem, że wszystko dzieje się obok mnie, jakbym został wyrzucony z gry i kazano mi czekać na następną partię. A ja nie miałem pewności, czy druga szansa będzie mi dana. Myślałem tak cały czas. Nawet zdecydowałem się pójść na terapię, bo nie miałem siły radzić sobie ze wszystkim sam. Przyjaciół nie chciałem obarczać swoimi problemami, bo wiedziałem, że i bez tego jest im ciężko. Myślałem tak cały czas, do momentu aż pewnego dnia nie zaczepiła mnie  pewna dziewczyna z dredami, prosząc o nietypową rzecz. Wtedy to wszystko się zmieniło. Na początku myślałem, że robi sobie ze mnie jaja. Miałem ją odprawić po chamsku, ale wtedy coś mnie tknęło. Coś co zobaczyłem w jej oczach. To była nadzieja. I tamtego dnia, dziewczyna z pasiastymi rajstopami, dała mi siłę. Siłę do tego by walczyć o to co kocham i o to co moje. Ona dla mnie stała się symbolem nadziei. Myślę, że gdybym wtedy jej nie spotkał, nie byłoby mnie tutaj.  Dzięki, że chciałeś mnie wysłuchać. - uśmiechnął się szeroko do prowadzącego.
- To ja dziękuję! A ze mną rozmawiał Synyster Gates.

"Żad­na noc nie może być aż tak czar­na, żeby nig­dzie nie można było od­szu­kać choć jed­nej gwiaz­dy. Pus­ty­nia też nie może być aż tak bez­nadziej­na, żeby nie można było od­kryć oazy. Pogódź się z życiem, ta­kim ja­kie ono jest. Zaw­sze gdzieś cze­ka ja­kaś mała ra­dość. Is­tnieją kwiaty, które kwitną na­wet w zimie."
Phil Bosmans




4 komentarze:

  1. Za cholerę nie wiem czemu zadedykowałaś mi shota z tak głębokim przesłaniem ale mimo to dziękuję tym bardziej. Piękny pomysł. Refleksyjny, zmusza do zastanowienia. Ciekawa jest tez forma, wstęp z Mitingu, potem historia właściwa jako niby fabuła niby wspomnienie, a potem powrót do spotkania. Mam nadzieję, że nikomu z nas nie zabraknie na nic nadziei, tego życzę dziś sobie, Tobie i wszystkim, którzy spotykają się z bezsensowną nienawiścią, niezrozumieniem i wyszydzeniem.

    Twoja oddana, Sillie

    OdpowiedzUsuń
  2. niezle!!! bardzo fajny pomysl. mogloby sie ciekawie rozwinac :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie mam bladego pojęcia, czemu ja tego nie skomentowałam O.o Przeczytałam zaraz jak dodałaś, ale chyba miałam zaćmienie mózgu.
    Naprawdę zaskakują mnie Twoje pomysły. Są dziwne, inne, ale przez to świetne! Masz taką świeżość w pisaniu, że nawet kiedy piszesz o czymś trudnym, czyta się to lekko.
    Bri, och mój kochany Bri. Dobrze, że spotkał na swojej drodze człowieka, który mu pomógł. Ciekawi mnie tylko, czy ta dziewczyna zniknęła z jego życia, czy stała się jego częścią. Tego właśnie w OS nie lubię. Za dużo rzeczy zostaje niewyjaśnionych. Chociaż może z drugiej story właśnie o to chodzi? Żeby czytelnik zadawał sobie pytania, a przez to zastanawiał się nad całą historią?
    Mam nadzieję, że wena do Twojego opo wróci, bo chcę wiedzieć o co cho z Mattem! ;) Chociaż kolejnym OS też nie pogardzę^^
    Buziole, Pat:)

    OdpowiedzUsuń
  4. uwielbiam to, że tak wiele jest niewiadomych, że jest tyle luk, które może wypełnić sobie czytelnik w swojej głowie, że często zostawiasz pytania bez odpowiedzi, że trzeba wczytać się w tekst....... mogłabym wypisywać tak dalej i dalej, jednym ciągiem, bo jestem pod ogromnym wrażeniem. (dopiero co pprzeczytałam, więc ten bełkot jest pisany na gorąco:*) czytam z szeroko otwartymi oczami i błagam o więcej

    zaczytana do granic możliwości <3
    r.

    OdpowiedzUsuń