czwartek, 8 stycznia 2015

5.

Ostatnie wydarzenia sprawiły, że nawet zachciało mi się pisać. Mam z tym spore problemy w ostatnim czasie.
 To jest krótkie i nie wnosi nic nowego. Niemniej jednak to jedna z niewielu rzeczy, którą dokończyłam. Zazwyczaj coś zaczynam i nie daję rady doprowadzić tego do końca.
To taki mój osobisty, malusieńki sukces. Oby zwiastun czegoś lepszego.
Dedykuję to przede wszystkim Sillie. Nie potrafię wyjaśnić słowami tego jak bardzo jestem wdzięczna za Twoje wsparcie. Nawet jeśli robisz to nieświadomie. Okazujesz zainteresowanie, dziękuję Ci za to.
Zmorze, riot, Patce, Pawłowi.


Droga była prosta i gładka. Lekki wiatr czesał moje włosy. Wyjęłam telefon i sprawdziłam godzinę. Miał jeszcze piętnaście minut. Ja jak zwykle pojawiłam się wcześniej.
Zaczęłam czuć pewien rodzaj ciepła, zarezerwowany tylko dla niego. Uśmiech rozjaśniał mi twarz. Było inaczej, wreszcie się zobaczymy.
       Wciąż szłam przez miasto, a do miejsca spotkania zostało mi kilka przecznic. Trochę poskręcałam, pozmieniałam kurs. Niesiona radością zaczęłam biec. Był przecież tak blisko.
Wreszcie znalazłam się tam gdzie chciałam. Dokładnie ten park, ta sama ławka.
       Siedziałam uśmiechnięta, przebierałam dziko nogami, a potem usłyszałam telefon. Zobaczyłam jego imię i aż zapiszczałam w duchu.
- Jak tam, dojeżdżasz?? – zapytałam szczęśliwa.
- Sorry mała nie uda mi się dotrzeć. Nawet na jutro nie mogę tego przenieść, mam zapakowany cały tydzień. Przepraszam cię za problem. -
- No co ty. Żaden problem. Pracuj spokojnie – wymusiłam uśmiech i spokojny ton.
- Jesteś pewna? Bo może mogłabyś przyjechać do mnie? -
- Nieee. – przeciągnęłam – Umówimy się kiedy indziej. Trzymaj się – rozłączyłam się.
Ukryłam twarz w dłoniach i roześmiałam się głośno. Głupia mała dziewczynka czeka na swojego księcia. Taka naiwna. Nic nie rozumiejąca.
       Zanim się rozpłakałam, ruszyłam biegiem do najbliższego baru. Nieistotne jakiego. Byleby nie myśleć o swojej głupocie.
Pierwszy drink był gorzki i piekł w gardło. Po następnym zaczęłam się śmiać do barmana. Po trzecim wstałam chwiejnie ze stołka i zaczęłam tańczyć.
Stroboskopy migały. Obejmowały mnie obce ręce. Być może chłopaka, albo dziewczyny. Było mi obojętne w czyim łóżku skończę.
Ja chciałam go tylko zobaczyć.
Rozpaczliwie pragnęłam by rozgonił demony nie pozwalające mi spać.
Czyjeś ręce dotykają moich pośladków. Piersi, szyi, pośladków, piersi, piersi.
To jakiś obcy facet. Patrzę mu w oczy i całkowicie się poddaję.

- No cześć mała! Nie zginęłaś sama w wielkim świecie? – pyta rozbawiony. Po miesiącu nie odzywania się.
- No co ty – mówię cicho. – Daję radę. Chcesz się umówić? -
- No przecież po to dzwonię. – czuję że się uśmiechnął. On lubi głupiutkie i naiwne. Mogą go rozbawić. – Co powiesz na jutro, tam gdzie wcześniej? -
- Jesteś pewien że się urwiesz? -
- Dla ciebie ucieknę nawet z roboty mała. Do zobaczenia. – rozłączył się.
I znowu ta radość. Ciepło wokół serca. Tylko tym razem znacznie mniejsze i wymuszone.
       Znowu odwołał spotkanie. Jednak nawet z pracy nie mógł się dla mnie wyrwać. Postanowiłam pójść do domu. Spakowałam się, a resztę pieniędzy wydałam na bilet autobusowy.
Każda księżniczka musi kiedyś wyrosnąć ze swoich marzeń i zacząć samemu poskramiać swoje demony.


6 komentarzy:

  1. Prosty i dosadny zarazem przykład na to, jak bardzo nie opłaca się być księżniczką :) Trochę smutne wnioski, ale prawie każde wnioski są mniej lub bardziej smutne.

    Pamiętaj, że czekam na to o czym rozmawiałyśmy. :* Trzymam kciuki Aniele :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie taki właśnie miał być :P nic wymagającego i wyszukanego.
      Wiem że czekasz i muszę zaznaczyć że musisz być cierpliwa, bo nie wiem kiedy się pojawi.
      Kocham <33

      Usuń
  2. Mi? Wow, jestem zaskoczona! Niemniej dziękuję :) Kurdełe, lubię to co piszesz, a szczególnie lubię Twoje shoty. Wiesz dlaczego? Bo wydaje mi się, że dajesz w nich bardzo dużo z siebie. Trochę jest to wchodzenie w cudzą głowę, ale dzięki temu robi się prawdziwe. I tak zatrzymuję się i zastanawiam nad samą sobą. Czy we mnie czasem nie ma czegoś z tej "księżniczki". Bo czy Ona od początku nią była? A może prawdziwą księżniczką stała się dopiero wówczas, kiedy zdecydowała się przestać nią być? A nawet jeżeli była, to czy naprawdę tak bardzo nie opłaca się nią być...?
    Skoro masz wsparcie i miłość Kat to jestem pewna, że już niedługo uda Ci się stworzyć coś nowego. Czekam z niecierpliwością, bez względu na to co to będzie :) I gratuluję tego, że w końcu udało Ci się coś napisać do końca! Oby tak dalej!!!
    Buuuziooooole, Pat <3 :********

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję że jesteś i czytasz. Zadałaś bardzo dobre pytanie: Czy bohaterka stała się prawdziwą księżniczką dopiero gdy zdecydowała się przestać nią być.
      Bardzo mi się podoba. Bo mniej więcej o to mi chodziło. Chodzi o tą siłę, że dała radę się podnieść zwyciężając przy tym.
      Kocham bardzo mocno <33
      I mam nadzieję, że będzie można przeczytać coś Twojego ;)

      Usuń
  3. Trochę późno, ale dotarłam:*

    Nie będę się rozwodzić nad przydługim wstępem i powiem od razu: rozbiłaś mnie tym totalnie. Może dlatego, że widziałam tę historię na żywo. A raczej mówiąc szczerze, brałam w niej czynny udział. Dlatego czytając to czułam się jakbym czytała kartki z pamiętnika, albo jakbym patrzyła w lustro.

    Takich " księciunióf" (pisownia celowa!) jest masa. Przyzwyczajeni do swojej boskości, nie boją się grać na uczuciach innych. Nie wiem czy to kwestia wybujałego ego, czy może wręcz przeciwnie, tak niskiej samooceny, że muszą podbudować się sprawiając cierpienie innym. Niemniej jednak, nikt nie wmówi mi, że robią to nieświadomie. Sorry ale nie. W relacjach międzyludzkich bardzo ważnym czynnikiem jest szczerość. Z ich strony raczej rzadko można na nią liczyć. Przecież, to takie wygodne posiadać głupią, która lata za nim, zrobi dla niego i za niego wszystko, a jak ją odstawi na bok, przyjmie to z milczeniem i jeszcze będzie obwiniać siebie.

    Odnośnie bohaterki. Moim zdaniem była ona księżniczką cały czas. Od samego początku do końca. Jesteśmy wychowywane na opowieściach o wielkiej miłości, wspaniałych książętach na białym koniu. Każda dziewczyna ( choć nie wiem jak bardzo by się zapierała) ma w sobie choćby odrobinę romantyzmu. Mamy swoje marzenia, które często hołubimy jak najcenniejsze skarby. I kiedy tylko wydaje nam się, że to jest właśnie to, że mamy szansę na spełnienie go... No wiadomo co się dzieje..

    Bohaterka u Ciebie ciągle jest księżniczką. Owszem, potknęła się robiąc błąd, który może wcale błędem nie był, może to było coś co zamiast ją ogłuszyć, otrzeźwiło. Największym dowodem na to, że jest księżniczką, to fakt, że odeszła z podniesioną głową, uśmiechem na ustach, może nawet przez łzy. Ale odeszła z klasą.
    Mam nadzieję, że nie straciła marzeń. Mam nadzieję, że udało się jej od niego uwolnić.

    M., napisałaś coś pięknego. Coś życiowego. I nie zgodzę się z Kat. To nie to, że nie opłaca się być księżniczką. Każda z nas zasługuje na to, żeby być traktowana po królewsku, każda z nas ma prawo mieć swoje bajkowe wrażenia. Grunt w tym, żeby dobrze wybrać księcia. A jeśli nie wyjdzie, jeśli trafi się nam taka podróba jak ów opisany przez ciebie, to trzeba po królewsku odejść. Tak jak ona.

    xoxo
    zafascynowana riot <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeju... riot nie wiem co mam powiedzieć.
      Idealnie odczytałaś to o co mi chodziło, bo wbrew pozorom, lubię tą bohaterkę. Jest niezdecydowana, naiwna. (w 80% to ja) Ale potrafiła odejść z klasą tak jak powiedziałaś.
      Jejka, dziękuję Ci za to. Niezmiernie mi miło.. :D
      Kocham za to, że czytasz i rozumiesz <3

      Usuń